Producenci garmażerki nie chcą niszczyć starego, 25-letniego szwedzkiego mięsa.
Rzeczniczka krakowskiego sanepidu uspokajała tłumacząc, że 27-letnie mięso nadaje się do jedzenia przez ludzi. Teraz Rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego przyznaje, że jej oświadczenie było niefortunne.
Główny Inspektorat Sanitarny, który bada aferę od samego początku, zebrał dane, z których wynika, że w zakładach garmażeryjnych zabezpieczono kilkaset kilogramów masy mięsnej przeznaczonej do produkcji. 26-letnie mięso z datą spożycia do 2010 roku
Zgodnie z nakazem Głównego Lekarza Weterynarii mięso te miało zostać zutylizowane. Na polskim rynku może jednak nadal znajdować się jeszcze kilkanaście tysięcy puszek. Program "Uwaga!" TVN na własny koszt zutylizował już te, które kupił w ramach dziennikarskiej prowokacji.
W ubiegłym tygodniu Głos Wielkopolski poinformował, że w zakładzie pod Poznaniem zabezpieczono ponad dziewięć ton mięsa w puszkach i prawie trzy tony wyrobów gotowych. Jego właściciel nie chce jednak zniszczyć produktu, ponieważ wiąże się to z dodatkowymi kosztami.
Utylizacja każdego kilograma mięsa kosztuje około 1,1 złotego. Zakłady, które - jak twierdzą - kupiły produkt w dobrej wierze, chcą, aby za utylizację zapłacił krakowski importer lub nawet szwedzki producent puszek.26-letnie mięso aresztowane. Zostanie wycofane z rynku
26-letnie mięso ze Szwecji będzie wycofane z rynku. - Zakłady wykorzystują wszelkie możliwości prawne aby nie zapłacić za utylizację - przyznaje w rozmowie z dziennikarzami "Uwagi!" TVN Jarosław Naze zastępca Głównego Lekarza Weterynarii.
Na tym "mięsna" historia jednak się nie kończy. Dziennikarze dotarli do szwedzkiego dokumentu, według którego krakowski importer nie był jedynym, który sprowadził do Polski trefne puszki. Okazuje się, że kolejną partię mięsa (co najmniej 15 tysięcy puszek) kupiła firma widmo z Przemyśla.
| Komentarze |
|









